piątek, 22 czerwca 2012

Czerwiec w Wydrnej.

   Za mało tu zdjęć z najpiękniejszego miejsca na świecie - z Wydrnej. Ale trochę niewygodnie wozić aparat w kieszeni kiedy się jedzie rowerem;) Postaram się to trochę nadrobić. Tylko tu w ciągu jednego dnia trzeba się zatrzymać bo koza na drodze stoi ( najpierw myślałam, że to sarna - muszę iść do okulisty po mocniejsze okulary) albo mama kaczka przeprowadza dzieci kaczki przez drogę. I jeszcze widziałam dziś jak jakiś wielki ptak porywał coś z bardzo długim ogonem, ale ponieważ jechałam autem nie bardzo miałam się jak przyjrzeć. I to wszystko jak wracałam z pracy.  Zresztą dziś był cudny dzień. Jak jechałam do szkoły to była straszna ulewa, a ja uwielbiam jeździć w burze i deszcze i śnieżyce! A jak już jesteśmy przy śnieżycach - czy to nie cudowne, że z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej zimy!!!  
   Popatrzcie na zdjęcia z Wydrnej - czy ktoś mi się dziwi, że ja tak panikuje przed przeprowadzką i wcale mi się do niej nie śpieszy? 
   Remonty powoli idą do przodu. Halina buntuje się od czasu do czasu - jak to jest, że ja tej cholernej kosiarki nie mogę uruchomić, a przyjdzie jakiś facet i zaraz turkocze??? Posadziłam już moje pierwsze roślinki, kwiatki, pomidorki i winogrono:) Zdjęcia będą jak się przyjmą. A niżej jeszcze zdjęcia mojego kolejnego odnawianego mebelka, znalezionego w stajni i uproszonego od Mamy. Na razie próbuje zedrzeć trzy warstwy farby i zastanawiam się, czy jakoś oczyścić wieszaki, czy wykombinować nowe...Może jakieś rady?
   Dziś Dzień Ojca. Tęsknimy Tato.









   A na koniec jeszcze trochę muzyki. Nie wiem, czy znacie Ette James, ale jeśli nie, to wstyd! I mała rada - tego się słucha bardzo głośno! 
P.S. Uwielbiam tekst tej ostatniej piosenki;)







niedziela, 17 czerwca 2012

Lena i pierwsze malowanie.

   Dziś zaczynam od zdjęć mojej małej chrześnicy - Lenki. Jak się okazuje Lena najbardziej lubi...konie. Co ma ciocia malować - konia. Kogo udajesz - konia. W co się pobawimy - w konia:) 
   Czy tylko ja mam takie wrażenie, że te moje chrześniaki są  do mnie całkiem podobne??? To skupienie przy pracy ( chyba malowała konia:), ta mądrość malująca się na twarzy!

 

    A tu nasz piątkowy obiadek - i tak, znowu były placki ziemniaczane!!! Bo po pierwsze to piątek, a po drugie to szybkie. Na pierwszym zdjęciu Basia i Asia jedzą jak ktoś na nie patrzy. A na drugim jedzą jak są same:P




    A teraz moja najnowsza szafka - chyba uzależniłam się od składania szafek! Wiem, że powinnam poczekać, aż będzie wycyklinowane i pomalowane, no ale nie mogłam się już doczekać. Poza tym chciałam przetestować nowy wynalazek od Pawcia - sprawdził się super. A tak przy okazji - pamiętacie instrukcję obsługi składania szafki do łazienki? Pan skreślony, a obok dwóch panów? No więc tym razem pan wciąż jest skreślony, ale zamiast dwóch panów mamy pana i panią. A ja złożyłam szafkę sama...z niewielką pomocą ściany:)

 
 
 

   A na koniec kilka słów o malowaniu ścian ( zdjęcia pokażę niedługo). W tym tygodniu zagruntowałam i pomalowałam ściany w sypialni,  a warto zaznaczyć, że malowałam po raz pierwszy. Myślałam, że będzie bardziej bezstresowo. W trakcie malowania mój tok myślowy przeszedł na jakiś ekspresowy tryb i zmieniał tor co trzy minuty. W skrócie fazy malowania wyglądały mniej więcej tak ( pomijam przekleństwa:) :

1 FAZA: Wow, nie wiedziałam, ze malowanie jest takie fajne!
2: Kurde, zaraz mi ręka odpadnie.
3. A co tam, będę miała bicepsy jak Pudzian!
4. Chyba tylko jednego bicepsa...
5. Czy to ma kurde  na pewno  tak wyglądać?
6. Eee tam, na pewno ma tak wyglądać!
7. Ej, to chyba nie ma tak wyglądać...
8. ( w radiu leci Eye of the tiger) Rocky dał rade, to ja też dam!
9. Chyba nie dam rady...
10. Kurde, co to za zacieki???
11. To nic, postawię tu szafę!
12. To na pewno nie ma tak wyglądać!
13. A kto tu będzie mieszkał??? JA!
14. Malowanie paznokci ci nie wystarczyło -malowania ci się zachciało!
15. To nic, będę gości tylko wieczorami zapraszać.
16. Kurde chyba nie zagruntowałam między parapetem a grzejnikiem!
17. Kurde, na pewno nie zagruntowałam między parapetem a grzejnikiem!
18 ( w radiu leci Everything's gonna be alright) Now właśnie, będzie ok!
19. Kurde, zapomniałam pomalować pod grzejnikiem!
20. Dlaczego ten kolor wygląda jak siki!
21. O Oł, to mi kapło do oka, czy na brew???
itd...

   A kolor nazywa się Zapach waniliowy i ostatecznie po kolejnym malowaniu wyszedł nawet całkiem ładnie:)



niedziela, 10 czerwca 2012

Asia.


   Dziś kilka zdjęć z mojego weekendu w domku:) Basia już w piątek musiała jechać do Krakowa, Puniek na emigracji, a Mama wraca dopiero 4-go lipca więc zostałam z Asią i Pawłem (który też co chwile znika). Asia ma nową fryzurę! 

Obudzić Asię!


Zaspana Asia jeszcze nic nie widzi.




To dla mnie to śniadanko???


Obudzić Pawła i zaprosić go na śniadanko.  

 A po śniadaniu może galaretka? Z truskawkami? Truskawki do wszelkiego rodzaju przetworów szypułkuje się w bardzo specyficzny sposób. Tzn. jedna truskawka do druszlaka, druga truskawka do druszlaka, trzecia do buzi. I co z tego, że brudna i piasek skrzypi między zębami...i tak jest przepyszna! A bita śmietana - podczas ubijania śmietanki trzeba dolać trochę Malibu - wtedy jest pyszniejsza!


 A potem czas na obiad. Swoją drogą to bardzo ciekawe zjawisko - Asia zjadła 8 placków, ja 3. Ona wygląda jakby ważyła 8 kilo, a ja jak 300. Coś się tu nie zgadza:)


 Na deser arbuz.



W niedzielę pojechaliśmy zjeść do karczmy. Zamówiliśmy miskę pierogów. Oczywiści mama zadzwoniła i oberwało nam się, że pierogi w zamrażarce itd...
 


 A po obiedzie pojechaliśmy na gokarty - tak, byłam najwolniejsza, ale to dlatego, ze to był pierwszy raz     ( nie ostatni!!!). I podejrzewam, że Pan widział prędkość i zapał w moich oczach i stwierdził, że jak na pierwszy raz to mi zmniejszy gaz o 50%...bał się chyba, że reszcie będzie przykro jak mi tylko na plecy będą patrzeć:)


   A jutro do lecę do Srogowa - zaczynam gruntowanie ścian.

środa, 6 czerwca 2012

Prezent!

   Dziś bardzo krótko, bo piszę ze szkoły. Koniecznie musiałam się pochwalić pewnym prezentem urodzinowym, który wczoraj dostałam! Kartka z żabką - moja druga ulubiona ze zbiorów Beaty ( pierwszą tez dostałam, kiedyś pokaże:) No i FILM. Jakimś cudem B. udało się znaleźć francuską wersję Tell No One Cobena - mojego kochanego autora. Jest to jedyna filmowa adaptacja książek Cobena ( wiem, to skandal!). Ja nie należę do typu chomika. Są tylko dwie rzeczy, które zbieram. Książki Cobena i Weranda Country - magazyn o domach i życiu na wsi. Z książkami Cobena to jest tak, ze człowiek czyta raz, potem za kilka lat czyta jeszcze raz i tak samo mu się podoba jak za pierwszym, bo i tak już wszystko zapomniał- kto kogo i jak zabił.

Asia i Beata - dziękuje za prezent!!! 




sobota, 2 czerwca 2012

6 miesięcy.

   Dziś mija 6 miesięcy od mojej ostatniej rozmowy z Tata. Rozmawialiśmy w piątek, a w sobotę już go nie było. Umawialiśmy się na następny dzień - miał przyjechać montować u mnie w domu centralne. Śmiał się - opowiadał o imieninach jakie wyprawił w firmie. Pytałam go, czy się nie gniewa, ze nie będzie mnie z nim - miałam tylko wstąpić z kanapkami. Powiedział, ze wcale się nie gniewa. Miałam jechać na wycieczkę, i do tej pory mam do siebie o to zal - gdyby nie ta wycieczka to pojechałabym jak co weekend do domu i spędziła piątkowy wieczór z nim.

   Tęsknie za tym jak odbierał ode mnie telefon. Co tam, Madziu?
 
   Tata lubił wiśniowego Tymbarka. W piątek w drodze ze szkoły zrobiłam jeszcze małe zakupy, kupiłam tez Tymbark, i zawiozłam Tacie do Srogowa. Otworzyłam tan Tymbark kilka dni później. Na zakrętce pisało:

 Wkrótce znów zaświeci słońce.

piątek, 1 czerwca 2012

Miszmasz z Plymouth.

      Miszmasz, czyli miks tego co sie akurat napatoczylo przed obiektyw:)


   Wierzcie lub nie, ale widzialam Jacka Sparrowa!!! Na zdjeciu widac go tylko z tylu, ale gwarantuje, ze z przodu wygladal zupelnie jak ten z Karaibow ( i chyba mial tyle samo promili we krwi:)


   Jako dumna posiadaczka 7 DVD z filmami Stathama ( wiem, nie jest to moze wielka sztuka, ale JAK on zmienia biegi w Transporterze...mmm), jakiez bylo moje zdziwienie, gdy jednego dnia popatrzyl na mnie z budki telefonicznej!


   Tego samego dnia popatrzyl na mnie ktos jeszcze - tym razem z kartki urodzinowej. Tylko ze zamiast 32, powinno tam byc 21:)


       To co mi sie tutaj nie podoba to to, ze Anglicy maja bardzo malo koszy na smiecie. Ale za to jest cos, czego maja w nadmiarze ( i bardzo dobrze!). Laweczki. Bardzo czesto jest tak, ze lawki funduje rodzina, aby uczcic bliska osobe. Takie lawki mozna znalezc w miejscach, gdzie sie tego najmniej spodziewamy. Np. tu u mnie jest jedna w lesie, a druga schowana za krzakami, za to z widokiem na zatoke.



   A na zdjeciu ponizej to, czego jest tu baaardzo duzo- mewy! I nie sa to byle jakie mewy. Niektore maja rozmiary naszych indykow. Ta na zdjeciu byla taka wielka, ze jak jej zrobilam zdjecie, to prawie sie spodziewalam, ze powie Funt za fotke!


   I ostatnie zdjecie, tym razem  z centrum miasta. W srodku ronda znajduje sie stary kosciol zbombardowany w trakcie II Wojny Swiatowej.

The Barbican oraz The Hoe.

   Jednym z najladniejszych miejsc w Plymouth (oprocz mojego lasu, gdzie ptaki non stop spiewaja, jakby braly udzial w eliminacjach conajmniej do Idola:) jest wybrzeze, ktore sklada sie z dwoch glownych czesci - The Barbican oraz The Hoe.
   Na zdjeciu nizej The Royal Citadel zbudowana w 1666.



  
 Na zdjeciu nizej widzicie The Elizabethan House - jeden z najstarszych budynkow w Plymouth wybudowany okolo 1600 r.


   W 1620 roku grupa zwana The Pilgrim Fathers wlasnie tedy zeszla na poklad Mayflower, ktory zabral ich do "Nowego Swiata" czyli do Ameryki.







   Ta wyspa, ktora widzicie na zdjeciu ponizej to Drake's Island. Do 1995 nalezala do majatku krolowej, a potem kupil ja pewien biznesmen za 400,000 funtow z zamiarem wybudowania hotelu i lotniska dla helikopterow. Niestety, jak do tej pory zgody na te inwestycje nie dostal.




   
   Latarnia na zdjeciu nizej to Smeaton's Tower wybudowana w 1759. Kiedys byla oddalona od wybrzeza o ok. 23 km, a w 1877 przeniesli ja na The Hoe.


   A na koniec slynny Francis Drake - korsarz, podroznik, zeglarz (odbyl wyprawe dookola swiata!), odkrywca, ktory pokonal hiszpanska Armade. Legenda glosi, ze kiedy niezwyciezona Armada zbilzala sie do wybrzeza, Drake byl zajety graniem w kregle na The Hoe. Postanowil najpierw skonczyc gre, a potem rozgromil hiszpanska flote.
   A z ciekawostek - w Niemczech stoi pomnik Drakea z kwiatem ziemniaka w reku. Napis ponizej glosi:  "Sir Francisowi Drake'owi, który rozpowszechnił ziemniaki w Europie. Miliony rolników całego świata błogosławią jego nieśmiertelną pamięć. To ulga dla biedaków, bezcenny dar Boży, łagodzący okrutną nędzę". To ja jako prawie rolnik sie dolaczam:)