niedziela, 22 lipca 2012

Ikea.

      Pamiętacie moją noworoczyną listę marzeń do spełnienia? Wizyty w Ikea tam wprawdzie nie było, ale chyba tylko przez pomyłkę:) Wczoraj, w sobotę, prawie całkiem spontanicznie postanowiłyśmy z dziewczynami pojechać na wycieczkę do tego cudownego przybytku . Ja oczywiście już od Tarnowa gryzłam paznokcie ze strachu przed jazdą po Krakowie, ale koniec końców stwierdziłam, że mam obce rejestracje to mi wybaczą jak będę jechać 20 km/h:) Trafiłyśmy bez problemów, i wróciłyśmy też bez problemów! Było super. Jak wychodziłyśmy ze sklepu to wprawdzie wszystkie już tylko jęczałyśmy: bolą mnie stopy, a mnie łydki, a mnie pieką oczy, a ja jestem padnięta, ale zgodnie stwierdziłyśmy, że pomysł odwiedzenia Ikea był SUPER:) Kupiłam sobie stolik na kawę, stół ( nie wsadzisz tego do auta!!! wsadzę!!! nie! tak!), stojak na wieszaki, regał ( reakcja jak przy stole:) i mnóstwo niezbędnych rzeczy.  Wprawdzie widniało zagrożenie, że będę wracać z kolanami pod brodą, ale moje magiczne umiejętności pakunkowe zdziałały cuda i wszystko się zmieściło ( moje nogi bez problemu też).  Tylko Czesławowi coś się pomieszało w drodze powrotnej i strasznie mu wskazówka prędkości szalała. W ciągu 5 sekund jechałam 100, zaraz potem 0, a zaraz znowu 140 km/h. Basia powiedziała, że to ze stresu mu się tak porobiło, za to, że mu po Krakowie kazałam jeździć. 
  






   Czy wy też w te kilka ostatnich dni czuliście się tak , jakby to była jesień? Takie lato mogło by być zawsze! A dla wszystkich, którzy  tak jak ja nie mogą się doczekać zimy, piosenka.

   Was a long and dark December...


   Na koniec jeszcze dwie piosenki Blue October. Już prawie o nich zapomniałam, a szkoda by było!






czwartek, 19 lipca 2012

Wisienka.

   To miał być bardzo wesoły post. Miał się zaczynać od: No i oficjalnie zostałam starą panną z kotem... Miałam się pośmiać z tego, jak mało kreatywna jestem, i że imię wymyśliłam na poczekaniu, bo poznałyśmy się pod wiśnią. Śmiesznie było jak obrywałam trawę dookoła drzew i krzaków, a Wiśnia co chwilę wskakiwała mi albo na plecy, albo do kosza. Najbardziej lubiła moje kolana. Jak tylko siadałam to już była wspinaczka na spódnicę.


   Starą panną z kotem byłam całe 6 dni. Wiśnia z konieczności musiała być szybko zabrana od mamy i chyba dlatego była taka słaba, a do tego miała jakąś wadę wrodzoną...nie słuchałam dokładnie weterynarza, bo byłam zbyt zajęta ryczeniem, więc nie wiem dokładnie co to było. Ale przez te 6 dni to była przekochana. I fajnie było gadać do kota, a nie do ściany.



    Nie mam teraz Internetu, a w domu jestem rzadko, więc nadganiając kilka zdjęć na pamiątkę z pozostałych dni lipca. 
    Dwa tygodnie temu była msza za Babcię i Dziadzia i z tej okazji do Wydrnej zjechali się goście. Hamakohuśtawka oczywiście zrobiła furorę, i każdy chciał się pobujać. A ta dziewuszka z nogami do szyi to Karolka, przyszła zdobywczyni medali ( z tego co wiem, to medale już są, i to całkiem poważne - gratulujemy:*). Sami domyślcie się w jakiej kategorii:)








 
   Jednej niedzieli w końcu udało mi  się pojechać do skansenu pooglądać stare sprzęty, zdjęcia, bibeloty etc. I jedno jest pewne - na następnym wydaniu Graciarni Galicyjskiej na pewno też będę.
P.S. A wybrałam sobie jedną rzecz, formę do pieczenia babek, za którą Państwo Z. nie pozwolili mi zapłacić - więc DZIĘKUJĘ za prezent! No i babkę na Wielkanoc macie zapewnioną:)









   A przy okazji graciarni odwiedziliśmy jeszcze Mrzygłód. Był piknik, tatuaże na ramieniu, lody i nauka rzucania kaczek ( ja jakoś nie mogę rzucić tak, żeby plusnęło więcej niż dwa razy:/). To była bardzo fajna niedziela:)









        A u mnie w domu Pan kończy cyklinować! I choć poszła na to moja cała pensja, to się opłacało. Zdjęcia już wkrótce - proszę przyjmować witaminy i minerały, bo inaczej padniecie z zazdrości! Warto było sto razy zmienić zdanie - cyklinujemy, malujemy, panele, malujemy, cyklinujemy, panele, cyklinujemy... 
P.S. Myślicie, że koty też idą do nieba? Bo jeśli tak, to chyba wiem, kto zaopiekuje się Wisienką!






poniedziałek, 2 lipca 2012

Solinka.

   Solinka to rzeka, która płynie przez Bukowiec. Już nie pamiętam, czy to Mama czy Tata, ale któreś z nich stwierdziło kiedyś, że tak lubię wodę, że i w kałuży bym się wykąpała. Prawda:) Jako projekt wakacyjny postanowiłam robić zdjęcia mojej ulubionej części ciała ( a nawet dwóm:) w jak największej liczbie rzek i rzeczek. A co tam! Są ludzie, którzy codziennie robią sobie zdjęcie na innym drzewie, albo lubią robić zdjęcia balkonom i dachom            ( pozdrowienia dla Uli!). Ja będę miała zdjęcia stóp w bieszczadzkich rzekach !





Pozdrowienia dla Madzi, Reni i Sabiny!



     Ostatnio odwiedził mnie Pawciu, a za nim przyleciał...bocian. Paweł montował mi szybki w drzwiach, a bocian chyba szukał lokalizacji na przyszły rok. Bardzo długo tak stał na słupie przed domem i się rozglądał. Ja oczywiście uważam, że przyleciał tu za Pawłem! W końcu wesele we wrześniu:)



   W niedzielę w naszej wsi był odpust. Ja zrobiłam proziaki, których wygląd może nie zachęca, ale gwarantuję, że są ( były) pyszne! A motylki oczywiście z Beatkowej hodowli. Jeszcze raz dziękuję!!!


   A na koniec jeden z powodów dla których kocham być nauczycielem:) Dostałam piękne kwiatki. I ślicznego storczyka od mojej klasy!


Huśtawka.

   Jeśli jeszcze nie macie tego czegoś co widzicie na zdjeciu, to radze gonić do najbliższego Auchan i sobie kupic. Nie przesadzę, jak napiszę, że jest to jedna z moich top 5 najbardziej ulubionych rzeczy!!! Huśtawka jest zamocowana na jabłonce koło domu. Jakoś nawet  komary i te cholerne szare bąki odpuszczają pod tą jabłonką, a trzeba pamiętać, że z reguły traktują mnie jak ogólnodostepną stacje krwiodawczą. To taki huśtawko - hamak. Jak jest skierowany do dołu to stanowi punkt obserwacyjny wsi. A jak ku górze to punkt obserwacyjny niebia:) I teraz sobie wyobraźcie - jest późno w nocy, księżyc świeci tak mocno, że widać ludzika siedzącego na księżycowym rogaliku. Gwiazdy migoczą, a dookoła latają świetliki. W MP3 cicho gra sobie Sade, a wy bujacie się w tył i w przód, w tył i w przód...
   Nie wiem jak to nazwać, ale jedyne słowo jakie przychodzi mi do głowy to ...MAGIA.