czwartek, 28 lutego 2013

Narty!!!!


   Dziś ostatni dzień  lutego. Szkoda, że zima się już kończy. Bo na dobrą sprawę ani razu nie było takiej PORZĄDNEJ zawieruchy, żeby świata nie było widać...a takie lubię najbardziej. 
   Najważniejsza rzecz o której chcę napisać to to, że w końcu nauczyłam się jeździć na nartach!!! To było moje zaległe marzenie z 2012, przeniesione na 2013 jako niespełnione, a teraz mogłam je wykreślić z obu stron! Dziękuję Sabina za cierpliwość - Sabina mogła zjechać z górki w 3 minuty, ale wolała zjeżdżać ze mną godzinę:)  Bo nasz pierwszy zjazd to chyba tyle trwał. Za pierwszym razem zaliczyłam 6 BARDZO spektakularnych upadków. Narty fruwały, czapka fruwała, raz tak się rozpędziłam ( niespecjalnie), że prawie opuściłam stok i wjechałam na pola obok:) Słowo, które najczęściej padało przy upadkach to...nie, wcale nie to na K.... tylko raczej NIC MI NIE JEST!!! Za drugim razem przewróciłam się tylko raz. Potem zaliczyłam jeszcze tylko jeden upadek zaraz po zejściu z orczyka ...nogi mi się rozjechały w szpagat i jedynym wyjściem było albo rozerwać się na pół albo paść twarzą do przodu:) W sumie zjechałam już 8 razy (no co, lubię liczyć:). Za każdym razem szybciej! No i może nie jestem jeszcze super szybka, ale na pewno już nie ślimacze! I strasznie podoba mi się jazda na nartach!
   Poniżej kilka zdjęć ze strony Karlikowa. Adres: wyciag-karlikow.pl. Bardzo się cieszę, że Sabina  zaczynała moją naukę wieczorami - nie widziałam wtedy tego co się przede mną rozciągało!!!


   Z ważniejszych  wydarzeń: odwiedziły mnie koleżanki z pracy. W KOŃCU!!! Była też Asia ( jutro będzie pół roku jak jesteś moją bratową...i żoną Pawła...w sumie nie wiem co ważniejsze;) I w końcu doczekałam się na mój obiecany czajnik. Ale warto było czekać bo jest prześliczny:)
 Asia - dziękuję za pomoc i zdjęcia :*

    A teraz zagadka. Zgadnijcie, ile zlikwidowałam kretówek. Ponieważ niestety nieubłaganie zbliża się wiosna trzeba zacząć robić porządki dookoła domu. Wczoraj wywaliłam pościel " na drzewo" (warto było, pięknie pachniała) i potem poszłam rozwalać kretówki, które powstawały całą zimę. A ponieważ jest to trochę nudne zajęcie to dla rozrywki je liczyłam. I nie uwierzycie ile rozwaliłam. 219!!!!!!!! Nie kłamię! I nie liczyłam tych mini - mini! Dzisiaj wypatruję nowych, ale na razie nic. 

   Na koniec kwejk:) Jeśli to prawda to już mam wyrzuty sumienia.

 I może jeszcze Sting na koniec. Book of my life.

There's some sorrow in every life.

 

wtorek, 12 lutego 2013

Kosmos kłamie!

   Pozdrowienia dla Cioci L. Tytuł posta taki jak obiecałam:*  Ty wiesz o co chodzi!
   Przepraszam, że zdjęcia niewyraźne (robione laptopem), ale  trochę wody w Sanie upłynie zanim uzbieram na aparat:/
Może za mocno trzymam się przeszłości, ale kocham te zdjęcia. I tęsknie za tymi, którzy na nich są. Szkoda,    że większości już nie ma. Jeszcze jest miejsce na kilka zdjęć, więc mam nadzieję, że już za niedługo uzupełnię kolekcję.








   HELP ME!!! W domu grasuje MYSZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!      Czy mysz może wyjść grzejnikiem? Bo chyba tam teraz jest! 
   A dziś S. uczyła mnie obsługiwać kasę w Karlikowie. I szło to mniej więcej tak- Naciskasz: najpierw ilość, potem cena, potem tu klawisz, a na koniec razem i ok. A to jest paragon...

  Strasznie dawno nie byłam w kinie, ale jak zobaczyłam zapowiedź tego filmu to wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Nowoczesna wersja Jasia i Małgosi.

   
      I jeszcze muszę wam pokazać pewien filmik. Pewnie niektórzy już go widzieli, jeśli chodzi o mnie to poprawia mi humor o 180 stopni! UWAGA: oglądnięcie filmu poniżej grozi śpiewaniem Ona tańczy dla mnie przez pół dnia albo dłużej! 
   O nie...ja, uwielbiam ją...je je je 

                                     

   

poniedziałek, 4 lutego 2013

Prełuki.

   W ostatni piątek odwiedziłyśmy razem z koleżankami z Orelca Olę na Prełukach. Wyprawa była boska, jeśli ktoś kiedyś szedł/jechał z Komańczy nad Jeziorka Duszatyńskie to wie o czym mówię!
Nie ominęły nas przeróżne przygody ( 7 kobiet - 5 aut). W piątek wieczorem trzeba było ratować Anetę której koła utkwiły w śniegu, w sobotę rano Anię ( też śnieg). A jeśli chodzi o Asię, to ona utknęła w śniegu najbardziej spektakularnie...to znaczy zatarasowała drogę w poprzek. Biedna wróciła do nas po pomoc, a w tym czasie ktoś próbując ją ominąć też się zakopał! Ochichrałyśmy się przy tych walkach ze śniegiem i z autami jak wariatki:) A co się działo w piątek? Były pyszne pierogi, Jasia śpiewała nam PRZEPIĘKNE łemkowskie piosenki ( w razie gdybyś Jasiu organizowała jakieś warsztaty to ja się zapisuję - ale tylko jako słuchaczka...nie chcę, żeby ludziom z mojego śpiewania wytworzyła się wada słuchu;) Z piosenek Jasi nie wiedzieć czemu najbardziej mi utkwiła Haneczka i wanieneczka. Ola i Adam mieszkają w przepięknym miejscu. Najśmieszniejsze jest to, że jak jakiś czas temu razem z M. pojechałyśmy rowerami nad jeziorka to mijałyśmy ich dom, i ja nawet przypominam siebie znak PIEROGI! Wiecie co jest dziwne, jadąc rowerem to cała ta droga wydawała mi się dużo bardziej góra-dół! Góra-dół...A droga przepiękna. Do Oli jedzie się i jedzie i jedzie przez lasy, góry, lasy i dalej lasy. Oczywiście nocą wyglądała ta droga jakoś tak...łagodniej. A w sobotę jak wracałyśmy to już trochę straszniej! Zdjęcia które widzicie poniżej są z bloga prowadzonego przez Olę i Adama. Oczywiście zgodę na zamieszczenie uzyskałam. 

   Następne spotkanie zaplanowałyśmy na 19 kwietnia u mnie. Mam nadzieję, że tym razem uda nam się zebrać wszystkie dziewczyny!


http://www.adamzlupkowa.pl/








   Zawsze chciałam zobaczyć takie przebiśniegi na żywo. Jak ktoś będzie miał cynk gdzie można takie znaleźć to dajcie znać!


   Weekendy dalej spędzam u jednej z moich ulubionych szefowych czyli u Sabiny w Karlikowie. I jest bardzo fajnie. D. złości się tylko jak ją ludzie wkurzą - poza tym jest przemiła, wszystkie Panie z kuchni są kochane, Pan J. mówi do mnie per perełko co uwielbiam. Jest też Kuba...no, ale na tej stronie nie narzekamy, więc temat mobbingu zostawię sobie na kiedy indziej. Ostatnio jacyś bardzo sprytni i baaaaardzo inteligentni porywacze porwali mu pewną dziwną łyżeczkę. To chyba była kara za ten nasz ( mój i D. ) mobbing w pracy:) 

 
    Nie widziałam Kuby jak zjeżdża na desce, ale zgaduję, że jego ruchy muszą podczas zjazdu wyglądać jakoś tak: 


Z pozostałych wydarzeń...wcisnęłam wreszcie start. Więcej informacji tutaj