sobota, 27 kwietnia 2013

Ogorodowo- bratkowo- lawednowo.









   Pamiętacie jak kiedyś pisałam, że bratki to kwiatki co przywołują pogodne myśli?  To pewnie dlatego podświadomie tyle ich kupuję:)
  Wszystkie zdjęcia były zrobione u mnie na posesji, tylko że miałam pożyczony aparat i jakoś tak działał, że nie widziałam czemu/komu robię zdjęcie, dopiero potem się pokazywało gotowe zdjęcie. A że coś tam mrugało i myślałam, że bateria się kończy to tylko było trzask, trzask, trzask fotki. Więc z góry przepraszam za jakość zdjęć. Na ogródku rośnie bardzo dużo kwiatków  i tych dzikich i tych posadzonych. Ja jako analfabeta botaniczny cały czas uczę się nazw i takich tam różnych informacji. Dziś na przykład dostałam od sąsiadki cały woreczek mieczyków, więc zaraz był wywiad - co ile sadzić, kiedy wykopać, lubią mokro czy sucho... 

Założyłam również własną plantację:) Mam aksamitki, szałwię...i coś jeszcze, ale nie wiem co. Takie moje prywatne centrum ogrodnicze. Zresztą w centrum ogrodniczym byłam niedawno. Kupiłam jabłonki, czereśnie i wiśnie. Podobało mi się  to, co powiedział mi Pan Pracownik - jak dobra ręka posadzi to nawet na asfalcie się przyjmą i urosną. Czy ja mam dobre ręce???



   KRETY POWRÓCIŁY!!! A już był spokój... Jakaś inwazja. Krety pod ziemią nie wiedzą i nie widzą gdzie idą, a jednak cały czas idą. I pewni muszą wyglądać jakoś tak:


   Miałam więcej zdjęć zrobionych i przegranych mi przez Asię, ale nie mogę ich znaleźć - nie wiem gdzie powędrowały z bluetootha. A takie śliczne  krokusy miałam:/
   Nie wiem, czy lubicie Bruno Marsa ( bo zakładam, że Stinga wszyscy KOCHAJĄ). Jeden z moich ulubionych występów na żywo: 


A na pożegnanie mojej kochanej zimy krótki wiersz Pana Pękalskiego ( tak, ja też nie wiedziałam, że oprócz rzeźbienia i malowania pisze też wiersze): 

Kiedy śnieg z deszczem
na dworze szaleje
a zimny wicher
zawiewa bez końca
do chmur ponurych 
uprzejmie się śmieję
bo mam przy sobie
własny rąbek słońca

     Niedawno odwiedziłam koleżankę. Bardzo fajne to było leniwe popołudnie. I ona opowiadała, jak jej Mama planowała jej urządzić ogródek. I przypomniało mi się, ile planów miał Tata...
   Mam nadzieje, że to co jest napisane poniżej to choć po części prawda:

To by było tyle na dziś. Żegnam się z Wami tak, jak ostatnio mój uczeń pożegnał mnie:

Good bye, Je t´aime.

P.S. Spokojnie... to jeden z tych uczniów co najpierw mówi, a potem myśli:)

Z serii: metamorfozy. Salon;)

      Ponieważ udało mi się pożyczyć aparat, dziś aż 3 nowe posty! Alutka, duży pokój ( lub jak wolą fani Dynastii salon) oraz ogródek. Dziś  zdjęcia tego, jak zmieniał się jeden z pokoi.
   P.S. Jak pisałam o Mamuszce niżej to zapomniałam napisać, że dziś na obiad jadłam placki ziemniaczane - już nie umiem jeść placków bez dziwnego uczucia, że chętnie zjadłabyś je ze mną, bo wiem, że uwielbiasz KARTOFLE pod każdą postacią:)
   Jeśli chodzi o pokój, to chyba wszyscy już go widzieli. Ale nie wszyscy widzieli mój nowy, dizajnerski stoliczek - kiedyś miałam białą ławę z IKEI, ale trafił się chętny to sprzedałam. Sprzedałam, bo od pewnego czasu chciałam na środku umieścić jeden ze skarbów znalezionych na strychu - starą skrzynię. Są na niej jakieś dziwne napisy, więc nie wykluczam, że ktoś z tego domu był zamieszany w handel bronią:) Jakoś tak mi się te skrzynki kojarzą z filmami kryminalnymi, gdzie coś przemycają!
   I nie wszyscy widzieli moje zasłony wygrzebane w second- handzie po 5 złoty!!! Ja wiem, że mówią, że głupi ma zawsze szczęście - ale jeśli to ma znaczyć, ze jakimś CUDEM znalazłam 4 takie same zasłony ( a ciężko znaleźć coś w ilości innej niż pojedynczej) to mogę być głupia jak but, albo nawet dwa! Musiałam je tylko przeciąć na pół i obszyć jeszcze raz bo były baaaardzo szerokie, a baaardzo krótkie.













   Do tego posta dodam piosenkę Impossible - dlatego, ze dalej trudno mi uwierzyć, że ten dom aż tak się zmienił.



I jeszcze anegdotka. Tym razem z rozmowy z Moniką ( w trakcie jazdy autem): 
Ja: Monika, a ty kiedyś byłaś w jakiejś dłuższej trasie?
Monika: Tak.
Ja: A gdzie?
Monika: W Rzepedzi.
Ja: ...

Rzepedź oddalona jest od Sanoka o jakieś 30 km:)
Pozdrowienia dla Moniki - mojej ulubionej najbardziej złośliwej koleżanki ( ty złośliwa, ja złośliwa - chyba dlatego się tak lubimy:)

I nie wiem czy pisałam już o tym jak mi jedno dziecko odmieniło czasownik KEEP na teście. Otóż CIP - CIAP:)  Reakcja Pana House'a:

    




Alutka:)

   Przedstawiam Wam Alutkę:) Alutka to moje bożonarodzeniowe drzewko. Fajnie by było gdyby się przyjęła. Ponieważ przede mną pewnie jeszcze trochę choinek postanowiłam nazywać je tak jak huragany - żeńskimi imionami. No i alfabetycznie, więc wypadło na Alę. 
  A jeśli już mówimy o Alutce, to Mamuszka - dziękuję za kartkę urodzinową i ...zastrzyk finansowy:) Jeszcze nie wiem na co wydam, ale na pewno na coś szalonego;) Może kupię parę krzaczków borówki amerykańskiej ( bo mi się jedna przyjęła więc przydałyby się jej koleżanki).
   Tęsknimy za Tobą okropnie - szkoda, że nie będzie Cie z nami 2 maja. Kocham Cię:*