piątek, 28 czerwca 2013

Jaś i Małgosia...znaczy się Pawciu i Madzia:)

   Dzięki mojej kochanej bratowej ( z okazji urodzin sto lat kochana!!!) stałam się posiadaczką kilku skanów zdjęć z dzieciństwa. Czy widzicie w tych zdjęciach coś dziwnego???









Pozdrowienia dla Pawcia, fajnie mieć takiego brata:)

P.S. Chyba wszystkie zdjęcia są autorstwa Taty - dzięki Tato:*

niedziela, 23 czerwca 2013

Dla Agi:*

   Wiem, że jest ci teraz bardzo smutno, więc ten post jest specjalnie dla ciebie. Nie jestem za dobra jeśli chodzi o właściwe słowa...i pomyślałam, że jeśli coś ma sprawić, że twój dzień będzie choć trochę lepszy, to zdjęcia kwiatków i piosenki a-ha ( pamiętasz, jak zgadałyśmy się, że oboje uwielbiamy a-ha??? :) 
  Zrobiłam zdjęcia wszystkich storczyków ( jak dobrze się wpatrzysz, to zobaczysz, że wszystkie albo kwitną, albo wypuszczają łodyżkę na kwiatki, a niektóre mają już po kilka lat ) i fiołków - bo to właśnie tymi kwiatkami mnie zaraziłaś! No i wiem, że je uwielbiasz. Buźka, trzymaj się :*
















P.S. Dzisiaj jest 23 czerwca - Dzień Ojca. Wszystkiego dobrego Tato, bardzo tęsknimy...to wszystko nie tak miało być.

Warszawa czyli where's the freaking mermaid!

   Dwa dni spędzone w Warszawie jeszcze raz udowodniły mi, że wolę mieszkać na wsi. Pobyt był super, dzieciaki bardzo grzeczne -jak były ze mną; i raczej grzeczne -jak były same:) Dzięki grze miejskiej zwiedziliśmy pół stolicy, zeszliśmy prawie całe Stare Miasto i mieliśmy szansę wjechać na taras widokowy w Pałacu Kultury, gdzie poczułam się prawie jak Magda M.:). Ta starsza część miasta jest piękna!



   Tak samo jak w przypadku Statuy Wolności trochę byłam rozczarowana rozmiarem syrenki - myślałam, że jest większa.
 

    Jedno z zadań miała nam przekazać osoba, której znakiem rozpoznawczym były balony, a którą musieliśmy odszukać. Założyliśmy, że to dziewczyna, pewnie któraś z trenerek. No i szukamy, i dzieciaki co chwilę pytają: czy ktoś widzi Panią z balonami...hmmm, pani z balonami:) Okazało się, że naszą Panią z balonami był Pan z balonami:)


   Ostatnio jest sezon na wykaszanie traw. Popatrzcie, kto zaglądnął w poszukiwaniu jedzonka do mojego sąsiada tuż obok (ale żeby nie było, to jednak posesja po sąsiedzku, to nie u mnie!!!:)



środa, 19 czerwca 2013

Hide and Seek czyli widać...czy nie widać?

Kilka zdjęć z niedzielnej wyprawy po wydrzańskich bezdrożach z moim kochanym Drogim Watsonem czyli Madzią T. ( czyli jak ona jest Watson, to ja jestem...tak jest:) Postanowiłyśmy pojechać pod pewną kapliczkę bo chciałam coś sprawdzić. Ktoś kiedyś mi powiedział, że tę kapliczkę widać z Góry Parkowej w Sanoku. Ja się na to oczywiście puknęłam w czoło...a teraz nie jestem już taka pewna. Niestety mój aparat ( Basi aparat:) nie ma takiego dużego przybliżenia, więc dalej nie jestem pewna. Na pewno widać wiatraki, to może parkową też?







 



Kiedyś spodobał mi się pewien kwejk. Ale pomyślałam sobie, że zamieszczę go tu dopiero jak  zobaczę spadającą gwiazdę...albo robaczka świętojańskiego. No więc to  oficjalne: świetliki już fruwają!!!


Na koniec zasłyszana rozmowa ( podczas mierzenia ciuchów):
A: Będzie super jak założysz majtki wyszczuplające!
B: Ale ja już mam  majtki wyszczuplające...

I jeszcze ostatnio było badanie wyników z matmy. Rozdałam najpierw tablice matematyczne ( taki zeszyt A4 z około 10 kartkami). Jedna dziewczynka przegląda i z przerażeniem mówi: I my to wszystko mamy zrobić?

Ostatnio natrafiłam na zapowiedź pewnego filmu: The Purge. Zapowiada się super...szkoda, że się będę bała go obejrzeć. To strasznie frustrujące: chciałbym go zobaczyć, ale wiem, że większość filmu spędzę z zamkniętymi oczami ( i prawdopodobnie zatkanymi uszami). Kiedyś z koleżankami oglądałyśmy horror. Chyba się nazywał Zejście. Bohaterkami było kilka dziewczyn. I po filmie Pawciu pyta się jak się skończyło. Było tyle wersji co oglądających. Jedna twierdziła, że dwie zginęły, druga mówiła, że tylko jedna, a trzecia twierdziła, że żadna...A ponoć zginęły wszystkie:)
Tu jest zapowiedź:

P.S. Tak, już sprawdziłam co to znaczy.  Okazuje się, że to purge to przeczyszczać. Ma to sens: purgatory to czyściec. 

P.S. 2 Mamuszka,    już za tobą tęsknię. I nie uwierzysz, Alutka zaczyna wypuszczać nowe gałązki także górą!!!

piątek, 14 czerwca 2013

Strawberry Fields.

Życzenie z listy marzeń: eat onion from my own garden. Zmodyfikowane i zrealizowane:)  Eat my own strawberries! A w rzeczywistości chodziło tylko o to, że nieważne co, ważne, że wyhodowane przeze mnie! Były PRZEPYSZNE! Tylko dwie, ale za to jakie!


Dostałam od Mamy dwa koszyki truskawek. Zdjęcie poniżej jest specjalnie dla Moniki Z. Bo dziś w pracy powiedziała, że super gotuje:* Sos  truskawkowy do placków- jeśli się nie mylę, to bardzo ci smakował! 


No i jeszcze popatrzcie na moją lawendę!!! Cudna:)

A na koniec kwejk przedstawiający mnie i Basię!!! Poważnie! Wysłałam jej to na gg, a ona mi pisze, że go widziała i dokładnie to samo sobie pomyślała:) Bo Basia to ta od przytulania na dzień dobry. Asia od razu całuje:):):)

Kojarzycie Russela Branda? Jeśli nie, to przedstawiam Wam mojego ulubionego komika. Zamieszczam dwa moje ulubione fragmenty. Czyż nie jest superinteligentny? Superzabawny? Superprzystojny? Coś nie tak z moim gustem??? I have impeccable taste in men:)



 Kilka ulubionych cytatów: 

For me happiness occurs arbitrarily: a moment of eye contact on a bus, where all at once you fall in love; or a frozen second in a park where it's enough that there are trees in the world.

 People don't realize that the future is just now, but later.

 Life’s never a postcard of life, is it? It never feels like how you’d want it to look.

 I recognize that I have the ability to be selfish, but I also recognize that you can't be happy if you only care about yourself at the expense of other people.

"EVERYONE HAS THEIR OWN MANTRA"


czwartek, 13 czerwca 2013

I just need some HELP.



Take my hand and lead the way
Out of the darkness and into the light of the day
And take me somewhere I'll be safe
Carry my lifeless body away from the pain

Cause I know what I've been missing
And I know that I should try
But there's hope in this admission
And there's freedom in your eyes
And we cry away

I'm sick and tired of being afraid
If I cry any more then my tears will wash me away
But when I hear you call my name
I whisper the word that I never thought I'd ever say

And I hope to God you'll listen
And you'll keep me safe from harm
Cause I found what I was missing
When I fell into your arms
And we cry away

I can feel the darkness coming
And I’m afraid of myself
Call my name and I’ll come running
Cause I just need some help

środa, 5 czerwca 2013

Happy ( hopefully) Horseshoe.

 Basia znów pożyczyła mi swój aparat!


   Razem z Sabiną i jej Mamą poszłyśmy kiedyś do skansenu na targ staroci. No i wypatrzyłam tę oto piękność. Sabina  ją zabrała i rzuciła: podkowę w trawę i komendę IDŹ SZUKAJ bo ponoć tylko znaleziona przynosi szczęście.


Moje centrum rozmnażania:) Roślinek rzecz jasna.


Moja najśliczniejsza Alutka. Chyba ( TFU TFU) jej tu dobrze.


   Mój ogródek. Właśnie przechodzą przez niego całe legiony ślimaków, które z pasją godną Kuby Rozpruwacza morduję co wieczór. Wróg nie śpi...pewnie teraz żre moją sałatę.


Mój 30 milowy sad z listkami na drzewkach:


Jaśmin pachnie na pół wsi. No i oczywiście u mnie w domu:



Kwiatki, których nazwę spontanicznie zapominam, a potem w dziwnych momentach sobie przypominam...nie, teraz to nie ten moment:)


Widok z schodów. Czy to już lato?


Jeśli to prawda, to ja też jestem stuprocentową kobietą..."nie mów mi lewo prawo tylko wskazuj ręką bo za długo mi schodzi obczajenie które to lewo, a które prawo:)"

wtorek, 4 czerwca 2013

Mellow Yellow czyli luzacka niedziela:)

   Kilka zdjęć ( robionych komórką;/) z niedzielnej wyprawy z najfajniejszym przewodnikiem pod słońcem. Sabina - z tobą zawsze jest fajnie:) Acha, i kilka starszych zdjęć, ale ulubionych - jak już P. wszystkie mi z telefonu zgrywał to tymi kilkoma starymi ulubionymi też się pochwalę:)

 


   Tam w oddali widać Połoninę Wetlińską z Chatką Puchatka i Hnatowym Berdem :



   A to już dwa zdjęcia z  rowerowej wyprawy z Komańczy nad Jeziorka Duszatyńskie. Wycieczka oczywiście z Drogim Watsonem;) I pamiętasz Madzia  jak się z nas faceci  śmiali, ze my głupie i rowerami się tam chcemy pchać. Zazdrośni byli:P A my nie tylko tam się doczołgałyśmy, ale jeszcze miałyśmy zjazd z przeszkodami z powrotem. I dopiero później się dowiedziałam, że to jest najprawdziwszy szlak rowerowy prowadzący z Komańczy do Cisnej!



   A na koniec jedno z moich ulubionych zdjęć ( i tapeta u mnie w telefonie). Bo przypomina mi  zdobywanie jednego marzenia, przypomina mi wspaniały dzień cały no i przypomina mi moją kochaną Elę - autorkę jabłecznika "coś ty, będziesz go targać na Tarnicę???" No i wytargałam. A potem Sabinie, Kubie i mi uszy się trzęsły jak się nim delektowaliśmy:)
Jabłecznik na Tarnicy: