wtorek, 30 lipca 2013

Be careful what you wish for i rzodkiewka mutant.

No to może po kolei:)
Moja piękna mrożona kawa, taka śliczna, że aż szkoda ją pić! I obowiązkowe listki mięty - jak je dobrze łyżeczką wymiętolimy w kubku to kawa będzie pyszniejsza ( choć niektórzy mi nie wierzą :P Pozdrowienia dla T.)

Kilka zdjęć z wizyty dziewczyn M.:) Jakbyście widzieli ile siły ma w sobie ta kruszynka w czerwonych trampkach to byście nie uwierzyli!




 Najpierw jest sms " mogę przyjść na kawę?" A potem zabiera mi krzyżówki i jeszcze się kłóci:) Co to jest: młody, przystojny, zadziorny, uwodzi na lewo i prawo i ratuje bardzo dużo źle odebranych przeze mnie piłek? Pięć liter, pierwsza P, ostatnia Ł:)
 Moje pierwsze drożdżowe ciasto i rogaliki z dżemem:) Pomocnica Malwa w akcji. Rogaliki wyszły nam pyszne, tylko strasznie....brzydkie:) Stwierdziłam, że następnym razem zamiast rogalików ( których ewidentnie nie umiemy robić) zrobimy pierożki!

 Borówka amerykańsko wydrzańska czyli kilka zdjęć specjalnie dla mojej kochanej Mamuszki:* PYSZNA.
 Mama ma ogródek w Wydrnej, a kto z niego korzysta??? JA:)
 Rzodkiewka gigant z mamuszkowego ogródka. I żebyście mogli sobie wyobrazić właściwy rozmiar tej rzodkiewki to przypominam, że łapy mam jak drwal ( zakładając, że jest to drwal z wielkimi łapami:P)
 Dwa zdjęcia ode mnie. Mój pierwszy, i jak na razie jedyny, kwiatek na hortensji...to jak miałam się nie pochwalić???:)
 Poniżej dowód na to, że czasem trzeba uważać o czym się marzy. Oczywiście nie narzekam:) Tak tylko ostrzegam. Pamiętacie jedno z marzeń: Have lots of cherry tomatoes? Wykreśliłam je jeszcze jak pomidorki były zielone, ale to co się tam teraz dzieje, to jest szaleństwo. No i wyobraźcie sobie, że ktoś prosi o coś jednego, a dostaje tego czegoś 100:) Aż dziwne, że tyle tych pomidorków, zważywszy na fakt, że dzielę się nimi z setkami ślimaków. Co wieczór robię ze sztychówką obchód i tłuke rude france. Czasem wpadam już w taki obłęd, że tłukę nawet przypadkowe rude liście:)
A na koniec jedno dziwne i baaaaardzo stare zdjęcie. Skąd wiadomo, że stare? Po pierwsze kolor włosów, po drugie grzywka:) Tak je przypadkiem znalazłam, jak szukałam zdjęć do dokumentów w folderze "Madzica":) No i tak mi się spodobało, że pomyślałam sobie, że wam pokażę! 
Wielki mam nochal, nie...:) No i nie widać setki piegusów:P
Znalazłam jeszcze kilka innych śmiesznych zdjęć, ale może porcjujmy sobie te wątpliwe dla oka przyjemności:)


niedziela, 21 lipca 2013

Bits and pieces czyli lipcowy misz masz:)

Kilka zdjęć zebranych z lipca. 
Odwiedziny u Lenki ( uwielbiam być chrzestną matką - pozdrowienia jeszcze dla Filipa:). Pamiętacie, był dawno temu post gdzie już pisałam o Lence i o tym jak lubi konie. Nic się nie zmieniło. Na pytanie co chciałaby dostać na urodziny usłyszałam: psa, kota i konia! A jak zapytałam co ona będzie z tym koniem robić to powiedziała, że będzie z nim chodzić na spacery. A swoją drogą to strasznie fajne, że mała tak lubi zwierzęta ( i pewnie duża zasługa w tym jej Mamy:).


Sylwek. Przez parę minut próbowałam mu zrobić jakieś normalne zdjęcie, ale na każde" Sylwek, uśmiechnij się" Sylwek przewracał się na plecy dając znać, że ktoś ma się z nim bawić:) Czasem zastanawiam się, czy on też tęskni za Tatą tak jak my...


Mała Jula. Przy okazji odwiedzin Ani i Nicholasa, odwiedziła mnie jeszcze Aga z Julą. Anka wołała na małą Putinka, co strasznie mi się podobało:) I nie dlatego, że jak twierdzi Ania, mała jest podobna do Putina:) No, jakoś tak po prostu  ładnie brzmi. Acha, i zdjęcia nawet w połowie nie oddają tego, jak śliczna, grzeczna i kochana jest mała Putinka!


Kanny - dostałam je od pewnej Pani D. i popatrzcie jak pięknie rosną. Myślałam, że zmarnowałam je w mojej piwnicy. Dostałam je na jesieni, je się wykopuje i trzyma przez zimę w piwnicy. I ja myślałam, że je zupełnie zniszczyłam. No ale posadziłam ( jak się potem okazało trochę za wcześnie). A teraz jakie piękne!



Fasolka z koperkiem. Zdjęcie specjalnie dla mamuszki:) I fasolka i koperek z mojego własnego ogródka!!!


Kilka zdjęć z odwiedzin Basi i Asi. Ta coca cola na stole...don't ask:) Nie wiem, czy Basia na zdjęciu bardziej się cieszy, że do mnie przyjechała, czy z tego, że może sobie wypić szklaneczkę...coli:P








A jeszcze a propos Asi przypomniał mi się pewien Kwejk. Raz jej tak powiedziałam ( ale nie złośliwie, chciałam nawet jej go zdjąć)...to co nastąpiło po moich słowach  to jest dokładnie to samo poniżej:)


Dziewczyny dzięki za super weekend. Strasznie was KOCHAM. I już tęsknię.


czwartek, 11 lipca 2013

POMIDOR! I krótki pean na temat sąsiadów:)

Have lots of cherry tomatoes! Czy skoro w marzeniu na 2013 nie dopisałam koloru to mogę już je wykreślić? Mam mnóstwo malutkich ślicznych, jeszcze zielonych pomidorków. Już w sumie dwa były czerwone i PYSZNE. A co tam, czuję, że marzenie spełnione. Wykreślam z listy:)

Moja pierwsza LILIA:


Lawenda:


Wierzba japońska czyli lubię takie prezenty:)


Amore pomidore:)


Pierwszy turniej badbintona. 5 uczestników. 1 zwycięzca. JA!!!!!!!!! I chłopaki mi wcale forów nie dawali.


Nowy gatunek ptaka zaobserwowany u mnie na drzewie...kombinował coś przy huśtawce. Może zamierza tam założyć gniazdo:) Czy jakiś ornitolog mógłby się wypowiedzieć? 
 Miałam jeszcze jedno zdjęcie jak się ładnie z tego drzewa do mnie uśmiechał, ale zapomniałam się zapytać o zgodę na publikację wizerunku...więc na razie jest tak:) Niżej macie zdjęcie huśtawki i ten pal jest jeszcze wyżej niż objęło zdjęcie. Jak on tam wlazł, nie wiem. Przedstawiam Wojtka, który ma sto pomysłów na godzinę i wszystko umie naprawić ( przez co przypomina mi Pawcia i Tate:). A ma tylko 15 lat, czyli, jak mu powiedziałam, teoretycznie mogłabym być jego matką. Rozmowy z Wojtkiem wyglądają mniej więcej tak:  

Wojtek: No to kiedy sprzątamy u ciebie w stodole?
Ja:?

W: Ten kabel w stajni jest  niepotrzebny, nie ma prądu. Trzeba go zdjąć.
Ja:?

W: Ty wiesz, że masz w szafie w garażu taki kabel, że zamontujemy znowu prąd w stajni.
Ja: ??????? 

W: (puk puk) Dawaj klucze do garażu i chodź, montujemy ławkę.
Ja: ?

W: GDZIE JEST MOJA KAWA MROŻONA?
Ja: ?

Ja: Wojtek, a zrobisz mi domek na drzewie?
W: Pewnie:)


Z Pawłem, jego starszym bratem ( 16 albo 17 la)  rozmowy wyglądają trochę inaczej. To znaczy, że on wszystko mówi na odwrót. Np.
Ja: Ładnie zaserwowałam???
Paweł: Nie.
Ja: No ładnie?
P: Nie.
Ja: Ładnie.
P: Nie.
Ja: Ładnie.
Paweł: Ślicznie.

I ja wiem, że tu wychodzi mój "deficyt chwaleniowy". Ja lubię być chwalona, no jakoś tak mam, a według mnie za rzadko mnie chwalą ludzie, to się sama muszę domagać;)

Może za  dużo się o chłopakach rozpisałam, ale chciałam wam tylko przez to pokazać, że chyba...no nie wiem, zaczynam się czuć tu jak w domu, mam nowych znajomych, którzy chyba nawet mnie lubią, i generalnie to chyba moje najbardziej  "aktywne", śmieszne, interesujące lato.


Poniżej centrum ogniskowo- wypoczynkowe, ale już wygląda inaczej, bo W. zmienił miejscówkę hamakowi, a  tam gdzie hamak zrobił ławkę, nawet ją jakimś boshem wypolerował, żeby się dziewczynom spódnice nie zadzierały:)



 Paweł i Wojtek montują siatkę.  U mnie teraz regularnie odbywają się mecze na które przychodzi chyba każda "grupa społeczna". Podstawówka, gimnazjum, technikum, dzieci, matki dzieci, nauczycielki, koleżanki nauczycielek ( ostatnio wszyscy byli zachwyceni, jak przyjechały do mnie dwie koleżanki z Sanoka...i okazało się, że nawet do domu raz nie weszły, tylko grały z nami zachichrując się na śmierć - tak działa właśnie super fajne towarzystwo i świeże powietrze:) Było dużo ludzi. I co chwile ktoś przychodził. A to Ania, a to Irek, i jeszcze Patrycja. I było strasznie fajnie. I strasznie lubię moich sąsiadów. 
 


Znalezisko z Kwejka....z którym się oczywiście nie zgadzam. Bo ja uwielbiam je wszystkie jednakowo ( no może niektóre "dzieci"  bardziej, niektóre mniej:P) You know WHO I am talking about:)


I jeszcze piosenka, o której powiedziała mi Basia...zastanawialiście się kiedyś ile potencjalnych ulubionych piosenek prawdopodobnie nigdy nawet nie usłyszycie, bo najnormalniej na świecie nie będziecie o nich wiedzieć?









wtorek, 9 lipca 2013

I'VE REALLY MISSED YOU Sinead. Post nr 100.



When I'm an old lady
I'm gonna be his baby
I'm gonna wrap myself around him
And then I'm gonna kiss him

But that's a way down the line
You see for now he isn't mine.
BUT I DON'T MIND WAITING
And the longing's not aching

Cause I know
One day he'll say, "that's my girl"
The happiest words in the world
Make me laugh like an idiot
Not be so serious

For now when I'm around him
I act like I don't care for him
I even act like I don't like him
Ignore him, to spite him

But only so that I won't smile at him
For everyone would know I love him
And that's so uncool
Cuz it's messing with all the rules

And I know
One day he'll say, "that's my girl"
The happiest words in the world
Make me laugh like an idiot
Not be so serious.


Now look at the picture below. What is the first word that comes to your mind? 

Relacja z Obozu dla Niezdyscyplinowanych:)

   I to nie ja wpadłam na tę nazwę, tylko Robert K:) Zamieszczam te zdjęcia dla wszystkich co się śmiali, że będą swoje niesforne dzieci straszyć, że jak będą niegrzeczne, to je wyślą to cioci Magdy na wieś:P Straszcie sobie. I przysyłajcie:)
Mam zamiar wkleić mnóstwo zdjęć Karoliny, Damiana, Łukasza i Kariny. Czyli ostrzegam, że jeśli ktoś nie jest zainteresowany to umrze z nudów!
   Uprzedzam, dzieci nie były psychicznie maltretowane aparatem fotograficznym: co chwile pytałam, czy nie mają dość zdjęć. I nie miały:)

 No to może zaczniemy od zdjęcia z kontroli czystości nóg przed wejściem do łóżka:


Nieśmiertelny śmietanowiec z truskawkami nigdy się nie nudzi!


W ogóle nie czaiłam o co chodzi w UNO. Ale na drugi dzień wygrałam:)


Żeby była jasność: te jasne królowe po stronie Damiana są moje!!!


Zdjęcia w skansenie. Dzień drugi.



Obowiązkowe zdjęcie przed szkołą przeniesioną z Wydrnej.


Cztery duże kozy karmią cztery małe kozy:P


Piknik:) 


Zadanie pierwsze: chcecie jeść to zróbcie listę zakupów: Lista zrobiona przez chłopaków wygrała. A mi się najbardziej podobało to WOW U MADZI. 
No i kategoria MY WISHES.




Babeczki z czym popadło, czyli w ruch poszły draże, liony i snickersy.











Przed zrobieniem listy padło: co chcecie jeść. No i usłyszałam pierogi.             I pomyślałam: w sumie czemu nie. Warunek był tylko jeden. Ja robię farsz i ciasto, oni lepią. Chłopakom rozlazł  się tylko jeden, dziewczynom ZERO! Nie muszę dodawać, że zarówno babeczki, jak i pierogi zniknęły w jeden dzień:)




Rzeka San i powtarzający się okrzyk: CIOCIA RATUJ MOJEGO KLAPKA!!! Jeden nie przeżył: uratowałam go, ale niestety jedna japonka całkiem się urwała.




   Brakuje zdjęć z fontanny ( "- Mogę zamoczyć nogi? - Jeśli chodzi o mnie, to możesz nawet zamoczyć głowę. No i zamoczył;)