czwartek, 21 listopada 2013

Test Rorschacha czyli chyba jestem normalna:)

Jeśli znajdziecie chwilę czasu i macie ochotę się pośmiać to zróbcie sobie Test Rorschacha, tu: test.
Zobaczycie parę kleksów i będziecie musieli  z kilku podpowiedzi wskazać, co dany kleks wam przypomina. O idei "wyśmiewania" tego typu testów przeczytacie na tej samej stronie. Wbrew temu, że diagnoza jest "zabawą" to idea jest dość poważna. Generalnie chodzi o to, że niektórzy specjaliści twierdzą, że tego typu testów absolutnie nie powinno się używać przy diagnozie psychologicznej i sądowej. ( Dwa dni po tym jak natknęłam się na tę stronę www akurat czytałam książkę, gdzie jeden z bohaterów jest oskarżony o morderstwo i biegli próbując ustalić czy był wtedy poczytalny czy nie robią mu między innymi właśnie ten test:)

Moja diagnoza brzmiała następująco:


Twoje odpowiedzi sugerują, że jesteś całkowicie normalny. Czy zdajesz sobie sprawę, jak rzadkie to jest? Może powinieneś obniżyć standardy i znaleźć sobie jakieś złe zwyczaje, ponieważ ludzie podobni do Ciebie są zwykle skrajnie irytujący dla otoczenia.
Osoby, które udzielały odpowiedzi podobnych do twoich zawsze są zdradzani lub porzucani przez partnerów.
Na dłuższą metę nie ma dla Ciebie żadnej nadziei. Twoje życie nie stanie się nawet odrobinę lepsze, ani w najbliższym czasie, ani w bardziej odległej przyszłości. Twój smutek nie będzie miał żadnego ograniczenia. Depresja i cierpienia psychiczne będą twoimi stałymi towarzyszami.

Z ciekawości, czy nie serwują tego samego każdemu zrobiłam na chybił trafił test jeszcze raz. Diagnoza zaczynała się od: "Jesteś chorym degeneratem".

A za trzecim razem stwierdziłam, że będę zaznaczać tylko zwierzęta i wyszło tak:

Twoje odpowiedzi wskazują, że masz silne predyspozycje do alkoholizmu. Osoby, które udzielały odpowiedzi podobnych do twoich, zwykle nie są wpuszczane do żadnych barów ponieważ wszczynają bójki jeszcze zanim wypiją pierwszą kolejkę.

Ta ostatnia to chyba była najbliżej, co? ;)

Goodbye i Je t'aime:)

Wszystko, co kocham.

Kiedyś w rozmowie z Kimś padła kwestia tego, co najbardziej kocham w Polsce. I wyszło mi , że to za czym tęsknię najbardziej mniej lub bardziej pokrywa się z tym co kocham w Polsce najbardziej. Bo właśnie takie wyjazdy jak ten uświadamiają mi, że nie mogłabym mieszkać gdzie indziej. Nie mogłabym mieszkać z dala od tego co widzicie niżej.No więc znów się powtórzę: tęsknie.
Tęsknie za Pawłem, Piotrkiem, Basią i Asią.

 Tęsknie za Mamuszką.

 Tęsknię za Asią Sz.

 Wydrna. Moje miejsce na Ziemi. Mieszkam gdzie mieszkam, ale jakimś cudem wiem, że prędzej czy później znów tam wyląduję. Za bardzo tęsknie. I to właśnie tam jestem najszczęśliwsza.


Tęsknie za Młodym Watsonem i naszymi wyprawami rowerowymi!!! Duszatyn,
 Komańcza, Cisna, Rajskie, WYDRNA...Tęsknie Madziunia!

  
Wyprawy w Bieszczady ( najfajniejsze z moim prywatnym przewodnikiem - S.:) Zdjęcie robił mąż przewodnika;)

 
 Karlików już do końca będzie mi się kojarzył z miejscem gdzie POKOCHAŁAM narty. No więc tęsknie i za Karlikowem i za nartami.


No i wiadomo, że tęsknie też za moimi kochanymi uczniami, za pierogami, za Radiem Wawa, za moim mini ogródkiem, za Choinką Alutką, za Cześkiem w "garażu", za zimą w Wydrnej, za śnieżycami podczas których nie widać świata, za zwykłymi szarymi dniami.  No i tęsknię też za Tatą, ale to już zupełnie inna historia.

Goodbye i Je t'aime:)