sobota, 13 maja 2017

MASAKRA

Maj w tym roku to jakaś porażka. Nie mamy pszczół bo za zimno, ale za to mamy sześciostopniowe przymrozki:-(  Nie wiem czy cos będzie z hortensji, wiśni, czereśni i jabłek to chyba wcale nie będzie, porzeczki zapowiadały sie rewelacyjnie, zostało kilka, smotrawa przemarznięta, rabarbar chyba się odbił, ale lilia jak klapsła tak leży. Mszyca już szaleje, a orzechy chyba dalej zahibernowane bo ani listka... Mam nadzieję, że teraz już tylko będzie lepiej i cieplej.



 Magnolii udało mi się zrobić zdjęcie przed mrozem, teraz wygląda trochę gorzej. Pięknie w tym roku się ukwieciła;-)  Dostałam ją od Pawłów dwa lata temu i wtedy Jasiek zerwał jedynego kwiatka jakiego miała. Rok temu nie było żadnych kwiatków, za to w tym roku WOW:-)  A na zdjęciu powyżej moja duma. Kwiatek, który ma najpiękniejszą nazwę zarówno po polsku jak i po angielsku. Przecudowna niezapominajka, wyhodowana z nasionek w tamtym roku, w tym zakwitła.
 
A tu jeszcze kilka zdjęc z urodzin Damianka...albo raczej już Damiana, bo wysoki aż pod sufit:-)




I na koniec nasza wycieczka do ruin Klasztoru Karmelitów Bosych w Zagórzu...żeby Tomek nie mówił, że go nigdzie nie zabieram:-) 


 Cichy Anioł. Wiele lat temu zrobiłam mu zdjęcie starym telefonem i jakoś nigdy go nie wykasowałam bo był jednym z moich ulubionych zdjęć. Jak dobrze się przyjrzycie to dostrzeżecie twarz. Nie jestem fanką rzeźb i w ogóle się na nich nie znam, ale tę uwielbiam od dawna.
A na koniec pochwalę się tylko, że przygotowania do ślubu idą pełną parą. Brakuje nam już tylko kilku rzeczy, w tym mojej sukienki na którą dalej nie mam pomysłu, i wódki. I Tomkowego garnitura ale to akurat nie powinien być problem, jemu we wszystkim do twarzy...we wszystkim oprócz beretu...