wtorek, 20 listopada 2012

Kret - najczarniejszy z czarnych charakterów.


   Do szału mnie kiedyś ten mój ogródkowy kret doprowadzi. Zlikwiduję jedną kretówkę, na następny dzień mam dwie! Kiedyś sprzątałam koło domu, patrzę, a jeden kopczyk się porusza. To co miałam zrobić? Zwiałam...Jak to jest, że mogę zamordować milion ślimaków, a jednego kreta się boję? 
   Czy ktoś nie potrzebuje gruzu? Oddam gruz - osobiście wyselekcjonowany przeze mnie:) Każdy kawałek przeszedł przez moje ręce, gdzie został poddany szczegółowej analizie:) Jakoś nie mam już sumienia dzwonić po Sabinę i Kubę. Kiedy ostatnio tu byli to Kuba powydzierał te najgorsze głazy. Niedawno zaczęłam robić porządek z resztą i okazało się, że tam się wala jeszcze sterta różności. Dopiero połowę tego miejsca "przeszukałam", więc będzie tego więcej. A jak komuś mało, to mam jeszcze w kącie ogrodu składowisko starej dachówki...Jeśli ktoś jest chętny to zapraszam, nawet pomogę załadować!



    Pomalowałam okna drugą warstwą, tą którą skrupulatnie wybierałam przez 15 minut! Żeby nie popełnić tej samej pomyłki co ostatnio, tym razem zaopatrzyłam się w zdjęcie domu aby idealnie dobrać farbę. Pan sprzedawca przyniósł mi próbki kolorów i co się okazało??? Że odcieni niebieskiego to jest chyba ze sto tysięcy! Nagłowiłam się nad tymi próbkami przeokrutnie. W końcu wybrałam kolor. Pan zrobił mieszankę. Zabrałam puszkę do domu i w sobotę ją otworzyłam. I co? Jedyne co mi przechodziło do głowy to powtarzające się what the f*** !!! (oczywiście jako absolwentka anglistyki zachowałam prawidłową malejąco rosnącą intonację  what the f*** :) No bo jak to możliwe, że wybrałam prawie identyczny kolor jak za pierwszym razem??????
   A z serii czego bym nie mogła zrobić gdybym miała męża, a tak to mogę: kwiatki przy oknach. Są tylko na tych dwóch oknach z przodu, i jak na razie tylko po bokach.
  A tak z ciekawostek: wiedzieliście ( Beata i Sabina wiedzą- buziaki!), że dawniej na niebiesko malowano domy, gdzie były panny na wydaniu? Dobre... Jak to mówią, w moim wieku, to już jestem dwa razy po przecenie;)





   Ostatnio na stole gości u mnie stale miód z mlecza. A teraz znalazłam na niego nowy sposób! Pomysł wzięłam z jednego z moich ukochanych blogów. Zajrzyjcie koniecznie na  blog Asi z zielonego czółna.


   Czy ktoś ma jakiś artystyczny pomysł na to, co zrobić z krążkiem znalezionym w maselnicy? ( Tej, która służy teraz za kwietnik:) Szkoda go tak po prostu spalić. Acha, i proszę się nie obawiać .  W razie gdyby mnie naszła kiedyś chęć na robienie domowego masła to na strychu mam jeszcze jedną, całkiem sprawną maselnicą.


   Co jeszcze...Moje auto jest w naprawie. A dziś miałam o nim sen. Śniło mi się, że poszłam do Pana Mechanika zapytać co z moim samochodem. Odpowiedział mi, że jedyna część, która się do czegoś nadaje to tablica rejestracyjna...
  Wczoraj robiłam krzyżówkę. W jednej hasłem była myśl Bunscha. Jabłko spada z drzewa tylko raz. Trochę mi się śmiać chce - bo co to znowu za wielka myśl? Za niedługo w krzyżówce hasłem będzie moja myśl - Hasła w krzyżówkach są do bani.
   No i na koniec podziękowania. Było mi bardzo, bardzo, bardzo miło, że wszystkim tak podobał się post o Lazurowym wybrzeżu i mój występ w "TV". Dziękuję za smsy, maile i wiadomości na gg (Aga -buziale!!!). Mama, żeby mnie pocieszyć, to nawet w mailu napisała, że sama też jeszcze za panny pomalowała kiedyś okna na niebiesko! A Asia mi napisała, że powinnam napisać nowelę! To ja mam od razu tytuł : Co wolno starej pannie czyli przygody Magdy K.