Ostatnio robiłam porządek w książkach. Chciałam je jakoś ładnie poukładać. Przeglądam książki Tomka. Wszystko po angielsku, kilka po polsku, prawie wszystkie takie poważne, jakieś kryminały. Aż tu nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, z roku 1990, TAKA książka:
Otwieram na pierwszej stronie. Książka zaczyna się listem do Mamy:
Kochana Mamusiu!
Donoszę Ci, że jesteśmy już u cioci Inki i wujka Franka w leśniczówce. Tu są Bieszczady. Tylko, że nie są to wakacje ani urlop, myśmy strasznie wpadli.
Jak tylko znajdę czas koniecznie muszę przeczytać tę książkę, zapowiada się ciekawie:)
Ale to nie wszystko! Otwieram książeczkę a tam... zdjęcie z komunii Tomka. Jaki on był uroczy!!! Jest dalej oczywiście;) Kopia zdjęcia zrobiona, nowa ramka kupiona i tak oto nasza ściana wzbogaciła się o:
W domu powoli robi się świątecznie. Bardziej świątecznie zrobi się w niedzielę za 2 tygodnie, jak już będzie bardziej...zakochanie:)
I jeszcze chyba nie pokazywałam szklarenki. Jak się zrobi cieplej to trafi do Tomkowego pokoiku;) Tam jest najwięcej światła.
A na koniec piosenka. Tytuł pasuje do dzisiejszego odkrycia. A szczególnie do faktu, że właściciel książki wylądował prawie tak daleko jak Wicek, też na wakacje z babą, a nawet na dużo dłużej:)
Miracle Hurts