Za nami cudowny czerwiec. Taki, na jaki zawsze czekałam, czyli owocowy. Mieliśmy masę porzeczek, czarnych i czerwonych, truskawki, agrestu tyle, że bałam się, żeby krzaczek to wszystko utrzymał. Zaczęły się borówki i wcinałam wiśnie. Ten rok chyba nam chce wynagrodzić poprzedni, kiedy majowy mróz wymroził prawie wszystko...zostały chyba tylko maliny i winogrono.
Ostatnio przeglądając zdjęcia Tomka natknęłam się na znajomy obiekt. To niesamowite, ale ten młody człowiek wygląda na dużo rozsądniejszego niż ten wariat co go mam za męża:-) I jeszcze wspomnę, że Tomek odkrył u nas na ogródku coś, co mi tyle lat umykało. Poziomki!
Nie ma wpisu bez kilku zdjęć dzieciaków.
W czerwcu miałam też gości z dalekiej Północy. Zabrałam ich na wycieczkę do Zagórza.
Kasia osobiście przywitała się z Kasią.
A w sypialni też nowość. Zrobiłam małe przemeblowanie bo próbuje różnych miejsc dla nowego mebla 💕👶



















