wtorek, 4 lipca 2017

Bye, bye czerwiec.


To był bardzo fajny czerwiec:-)  Kwiatki pięknie kwitną, Mama mnie straszy, że teraz wszystko kwitnie, a na wesele będzie bieda w ogrodzie:-(  Po raz pierwszy pojawiły się żółte maliny na Malince Lucynce, ktorą dostałam cztery lata temu! Są przepyszne. Dęby czerwone to nie wiem czy pokazywać. Zimą jelonki zjadły kilka, a kilka poobgryzały, potem przyszła w maju ta pamiętna noc z mrozem minus osiem, a teraz...a teraz dżdżownice żrą im liście...cały czas coś. Jeśli chodzi o mróz to większość kwiatków się odbiła, ale drzewka szkoda gadać. W tamtym roku zrobiłam kilka słoików kompotu z wiśni, w tym roku mamy JEDNĄ wiśnię! Rok temu nawet szarlotkę z jabłek upiekłam, a w tym roku jakieś dwa jabłuszka. Wiśnie i jabłonie też chorują... Nie wiem czy na wiśniach zostanie jeden liść do września:-(  Za to mini ogródek cudo! Sałaty i rzodkiewki nie mogę przejeść, a szpinak wcinam codziennie i zaraz mi braknie, ale jest pyszny. Zmiany też koło domu, bo będziemy mieć nowy dach na stodole. Ja jestem kierownikiem budowy, a mój kochany mąż sponsorem inwestycji;-) Dziekuję!
A na koniec moj pierwszy wianek z lawendy z ogrodu, ciekawa jestem jak bedzie wyglądał, jak lawenda uschnie. Zobaczymy, na razie pięknie pachnie.