Kilka zdjęć z wieczoru panieńskiego Asi:) Miejsce było super - nazywa się Czarna Owca i jest na Brzeżance, koło Strzyżowa. Jeśli kiedyś będziecie chcieli odpocząć, to polecam - no chyba, ze boicie się baranów i owiec! Nas na dzień dobry przywitały dwie sarenki!
Dojazd może trochę przestraszyć, ale wierzcie mi, BOMBA. Zaczyna się zjazdem z wąskiej asfaltówki tu na dole:
...a potem jedziemy dalej...
...jeszcze trochę dalej...
... jeszcze kawałeczek...
...i już prawie jesteśmy!
Na miejscu możemy podziwiać różności z bliska...
...albo z daleka.
Możemy popływać w basenie, tak jak panna młoda...
...albo zagrać w ping ponga lub bilard. Basia ponoć pierwszy raz grała, ale coś za dobrze jej szło! Po angielsku mówią na to beginner's luck:)
Potem było jeszcze limbo:)
A później puszczałyśmy lampiony. Dla mnie to był pierwszy i ostatni raz z lampionami...albo kara za tę dobrą teściową, której Asi życzyłam ( chodzi oczywiście o moją Mamę:). Ogólnie rzec biorąc, teściowa poszła na dno...a dokładnie do lasu. Na początku poszybowała do góry, a za chwilę stwierdziła, że ma w nosie latanie i spadła do lasu! Na szczęście to był BARDZO burzowy dzień, las mokry i tylko chyba to uratowało mnie od spowodowania pożaru w lesie.