W ramach pewnego szkolenia zostałam wydelegowana na 2 dni do Warszawy. W "stolycy" ( pozdrowienia dla B.) nigdy nie byłam, więc nawet cieszyłam się na ten wyjazd. Nie żałuję, bo szkolenie było ciekawe, i poznałam fajne koleżanki, ale jednak Warszawa to nie moja bajka! Wszyscy tam gdzieś pędzą, piją kawę, gadają przez telefon, a jedyne osoby, które się do mnie uśmiechały, to osoby wręczający mi jakieś ulotki. Cały czas miałam wrażenie, że sami tam przedstawiciele handlowi ( bo rejestracje zaczynające się od literki W jakoś mam tak zakodowane). No i strasznie męczące jest przechodzenie na drugą stronę jezdni (jak wchodziłam do tunelu, to zawsze była niespodzianka gdzie wyjdę - w wielu miejscach nie ma typowego przejścia dla pieszych, tylko trzeba zejść do podziemi).
Poniżej dziwnie znany budynek, na który się natknęłam podczas mojej krajoznawczej włóczęgi:)
Widziałam też atelier Zienia ( nie wchodziłam - za wysokie progi), Teatr IMKA, Plac Trzech Krzyży ( ten, na którym następnego dnia była manifestacja w obronie TV Trwam). Widziałam też pana, który gra w "Klanie" psychiatrę ( a przynajmniej grał go tam jak byłam w podstawówce, i przynajmniej wydaje mi się, że to był on;). A przed Sejmem widziałam strajkującego Pana z Malmy, o którym czytałam chyba w Newsweeku.
Warszawski poranek.
Ponieważ miałam dużo czasu łaziłam sobie po przeróżnych uliczkach i zaułkach. Jakie było moje zaskoczenie, jak przeczytałam napis na tablicy, którą widzicie niżej! ( Chodzi oczywiście o to, że szkoła, w której uczę jest szkołą im. Karola Adamieckiego:)
Z innej bajki ( mojej:):
Kilka zdjęć zrobionych podczas spaceru na szkolnym " okienku". Pamiętacie ile osób pukało się w czoło jak mówiłam, że cv wysyłam tylko do Sanoka i w dół? A kto z was na przerwie na II śniadanie/ na okienku może wyskoczyć na spacer i zobaczyć takie cuda?
Zanim weszłam na Tarnicę, musiałam wcześnie rano wyjechać z domu. Ledwo z domu wyjechałam już stawałam - żeby zrobić Wam zdjęcie tego pięknego poranka!
Trochę za mało tu dziś kolorów więc wstawiam słonecznika od Eli:)
I jeszcze zdjęcie zrobione z dużego pokoju ( lub jak kto woli "salonu":P) Zaczynamy jesień!
Jak jechałam do Warszawy to widziałam dwie ciekawe rzeczy. Po pierwsze widziałam SALON usług pogrzebowych! A po drugie widziałam super reklamę łazienek, która wyglądała mniej więcej tak:
KOCHAŁEŚ SIĘ KIEDYŚ W ŁAZIENCE?
W NASZEJ SIĘ ZAKOCHASZ!
I jeszcze kilka piosenek zespołu Hurt. Gdyby w naszym życiu, jak w filmie, leciała w tle muzyka to przy Stay spokojnie mogłabym umrzeć ( co jest dość ironiczne, bo stay oznacza zostań).
A skoro zespół Hurt, to przypomniał mi się pewien napis na nagrobku z książki Vonnegut'a Rzeźnia nr 5:
Everything was beautiful and notning hurt.
Wszystko było piękne i nic nie bolało.
Zazdroszczę każdemu, u kogo ten napis nie byłby kłamstwem.