czwartek, 11 października 2012

Cisna.


   Kolejne marzenie spełnione!!! W  notesie miałam zapisane: Cycle from Cisna to Komańcza (  kuzyn powiedział, że z Cisnej do Komańczy jedzie się prawie cały czas z górki). Niestety logistycznie było to trochę trudne do zorganizowania i dlatego stwierdziłam, że jak dam rade 30 kilometrów, to 60 też dam. Madzia T. pojechała ze mną. Było fajniej niż się spodziewałam, a na następny dzień nie bolało nas NIC! Przy okazji co chwilę byłyśmy dowartościowywane przez miejscowych Panów Żuli: jeden bardzo chciał poleżeć z nami na trawie, a drugi zabrać nas do domu. Ten drugi to się zdarzył pod sklepem w Woli Michowej. Do sklepu poszłyśmy po jedną rzecz – po lody – i akurat lodów tam nie mieli:)
   Z moich przemyśleń wynika jedno – skoro słońce może nam świecić prosto w oczy w obie strony, skoro wiatr może nam wiać prosto w twarz w obie strony, to dlaczego nie możemy mieć z górki w obie strony? Czy ktoś z Was zna jakieś trasy rowerowe, żeby było zawsze z górki?:)


 

   
    Na jednym zdjęciu widać moją ulubiona czapkę – lubię jak ludzie się uśmiechają, a na widok tej czapki się uśmiechają. I nawet jeśli śmieją się ze mnie to ok.
    Widać tez moją jeszcze białą koszulkę. Potem było na niej już wszystko – smar ( bo spadł mi łańcuch), czekolada z lodów (mieli w Komańczy- nie mam pojęcia jak się tam znalazła:), kurz ( z auta – jakoś trzeba była załadować rowery do auta). I w sumie fajnie, że była to biała koszula – w praniu plamy się nie puściły i teraz mam lepszą pamiątkę z wycieczki niż zdjęcia:)
   W Smolniku prze drodze po obu stronach drogi wartę pełniło stado krów. W Radoszycach parenaście kóz zastanawiało się czy przekroczyć drogę czy jednak nie. A w Maniowie na drodze stał koń. Jakoś dziwnie spokojny był, więc istniało podejrzenie, że zaraz wpadnie w szał.
   Po drodze do domu stanęłyśmy jeszcze na cmentarzu w Kulasznem pomodlić się za Andrzeja Wasilewskiego Połoninę – na grobie leżało piwko. Jeśli jeszcze nie czytaliście książki Potockiego „Majster Bieda czyli Zakapiorskie Bieszczady” to przeczytajcie. Ja przeczytałam dwa razy i mówię wam-  w tej książce jest coś smutno-magicznego.

Na zdjęciu niżej widok z Kulasznego.