Kolejne marzenie spełnione!!! W notesie miałam zapisane: Cycle from Cisna to
Komańcza ( kuzyn powiedział, że z Cisnej
do Komańczy jedzie się prawie cały czas z górki). Niestety logistycznie było to
trochę trudne do zorganizowania i dlatego stwierdziłam, że jak dam rade 30 kilometrów, to 60
też dam. Madzia T. pojechała ze mną. Było fajniej niż się spodziewałam, a na
następny dzień nie bolało nas NIC! Przy okazji co chwilę byłyśmy
dowartościowywane przez miejscowych Panów Żuli: jeden bardzo chciał poleżeć z
nami na trawie, a drugi zabrać nas do domu. Ten drugi to się zdarzył pod
sklepem w Woli Michowej. Do sklepu poszłyśmy po jedną rzecz – po lody – i
akurat lodów tam nie mieli:)
Z moich przemyśleń wynika jedno – skoro słońce może nam
świecić prosto w oczy w obie strony, skoro wiatr może nam wiać prosto w twarz w
obie strony, to dlaczego nie możemy mieć z górki w obie strony? Czy ktoś z Was
zna jakieś trasy rowerowe, żeby było zawsze z górki?:)
Na jednym zdjęciu widać moją ulubiona czapkę – lubię jak ludzie się
uśmiechają, a na widok tej czapki się uśmiechają. I nawet jeśli śmieją się ze
mnie to ok.
Widać tez moją jeszcze białą koszulkę. Potem było na niej już
wszystko – smar ( bo spadł mi łańcuch), czekolada z lodów (mieli w Komańczy- nie mam pojęcia jak się tam znalazła:),
kurz ( z auta – jakoś trzeba była załadować rowery do auta). I w sumie fajnie,
że była to biała koszula – w praniu plamy się nie puściły i teraz mam lepszą
pamiątkę z wycieczki niż zdjęcia:)
W Smolniku prze drodze po obu stronach drogi wartę pełniło
stado krów. W Radoszycach parenaście kóz zastanawiało się czy przekroczyć drogę
czy jednak nie. A w Maniowie na drodze stał koń. Jakoś dziwnie spokojny był,
więc istniało podejrzenie, że zaraz wpadnie w szał.
Po drodze do domu stanęłyśmy jeszcze na cmentarzu w Kulasznem
pomodlić się za Andrzeja Wasilewskiego Połoninę – na grobie leżało piwko. Jeśli jeszcze nie
czytaliście książki Potockiego „Majster Bieda czyli Zakapiorskie Bieszczady” to
przeczytajcie. Ja przeczytałam dwa razy i mówię wam- w tej książce
jest coś smutno-magicznego.
Na zdjęciu niżej widok z Kulasznego.