Kiedyś na maturze miałyśmy chłopca, który chyba za angielskim nie przepadał. Wylosował obrazek z dziećmi w kuchni. Co myśmy się nagimnastykowały, żeby chłopiec coś powiedział. W pewnym momencie zapytałyśmy się, gdzie znajdują się dzieci. Chłopiec, cały udręczony i spocony łypał tylko to na nas to na obrazek i w końcu powiedział KUCHENKEN. Strasznie ciężko było się opanować i nie wybuchnąć śmiechem:)
No i tak sobie pomyślałam, że dziś pokażę moją kuchenken kiedyś i dziś.
Zdjęcie numer jeden ( na które załapała się Kasia W i brzuch Justyny Z.) to same początki. Jeszcze był Tata, bo widzę jego koszulę na łóżku...
Zdjęcie numer dwa - ekipa Darka w natarciu!
Robota Darka i reszty skończona.
Tu już chyba po pierwszym malowaniu. Na widok plam panikowałam tylko przy malowaniu pierwszego pokoju - potem już wiedziałam, że to tak ma być i znikną przy kolejnym malowaniu:). No i wycyklinowana, piękna podłoga.
W końcu kuchnia TERAZ. Dla spostrzegawczych - zasłony nowe. Uszyłam w czwartek. Te stare, zrobione ze starego obrusu strasznie się mięły, nawet po porządnym prasowaniu. Dwa dni temu udałam się do lumpeksu i za trzy złote nabyłam nowy...obrus, który jeszcze tego samego dnia przerobiłam na załonki:)
Ostatnio Ciocia Lucynka powiedziała, że te piosenki co ostatnio zamieszczałam, to się jej średnio na jeża podobają. No więc Ciociu, piosenki specjalnie dla Ciebie:* Kojarzą mi się z Tobą młodą ( czyli całkiem niedawno...prawie wczoraj). I ze starym magnetofonem w Wydrnej, w kuchni na stole, koło łóżka Babci.