Dziś ostatni dzień lutego. Szkoda, że zima się już kończy. Bo na dobrą sprawę ani razu nie było takiej PORZĄDNEJ zawieruchy, żeby świata nie było widać...a takie lubię najbardziej.
Najważniejsza rzecz o której chcę napisać to to, że w końcu nauczyłam się jeździć na nartach!!! To było moje zaległe marzenie z 2012, przeniesione na 2013 jako niespełnione, a teraz mogłam je wykreślić z obu stron! Dziękuję Sabina za cierpliwość - Sabina mogła zjechać z górki w 3 minuty, ale wolała zjeżdżać ze mną godzinę:) Bo nasz pierwszy zjazd to chyba tyle trwał. Za pierwszym razem zaliczyłam 6 BARDZO spektakularnych upadków. Narty fruwały, czapka fruwała, raz tak się rozpędziłam ( niespecjalnie), że prawie opuściłam stok i wjechałam na pola obok:) Słowo, które najczęściej padało przy upadkach to...nie, wcale nie to na K.... tylko raczej NIC MI NIE JEST!!! Za drugim razem przewróciłam się tylko raz. Potem zaliczyłam jeszcze tylko jeden upadek zaraz po zejściu z orczyka ...nogi mi się rozjechały w szpagat i jedynym wyjściem było albo rozerwać się na pół albo paść twarzą do przodu:) W sumie zjechałam już 8 razy (no co, lubię liczyć:). Za każdym razem szybciej! No i może nie jestem jeszcze super szybka, ale na pewno już nie ślimacze! I strasznie podoba mi się jazda na nartach!
Poniżej kilka zdjęć ze strony Karlikowa. Adres: wyciag-karlikow.pl. Bardzo się cieszę, że Sabina zaczynała moją naukę wieczorami - nie widziałam wtedy tego co się przede mną rozciągało!!!
Z ważniejszych wydarzeń: odwiedziły mnie koleżanki z pracy. W KOŃCU!!! Była też Asia ( jutro będzie pół roku jak jesteś moją bratową...i żoną Pawła...w sumie nie wiem co ważniejsze;) I w końcu doczekałam się na mój obiecany czajnik. Ale warto było czekać bo jest prześliczny:)
Asia - dziękuję za pomoc i zdjęcia :*

A teraz zagadka. Zgadnijcie, ile zlikwidowałam kretówek. Ponieważ niestety nieubłaganie zbliża się wiosna trzeba zacząć robić porządki dookoła domu. Wczoraj wywaliłam pościel " na drzewo" (warto było, pięknie pachniała) i potem poszłam rozwalać kretówki, które powstawały całą zimę. A ponieważ jest to trochę nudne zajęcie to dla rozrywki je liczyłam. I nie uwierzycie ile rozwaliłam. 219!!!!!!!! Nie kłamię! I nie liczyłam tych mini - mini! Dzisiaj wypatruję nowych, ale na razie nic.
Na koniec kwejk:) Jeśli to prawda to już mam wyrzuty sumienia.
I może jeszcze Sting na koniec. Book of my life.
There's some sorrow in every life.




