W ostatni piątek odwiedziłyśmy razem z koleżankami z Orelca Olę na Prełukach. Wyprawa była boska, jeśli ktoś kiedyś szedł/jechał z Komańczy nad Jeziorka Duszatyńskie to wie o czym mówię!
Nie ominęły nas przeróżne przygody ( 7 kobiet - 5 aut). W piątek wieczorem trzeba było ratować Anetę której koła utkwiły w śniegu, w sobotę rano Anię ( też śnieg). A jeśli chodzi o Asię, to ona utknęła w śniegu najbardziej spektakularnie...to znaczy zatarasowała drogę w poprzek. Biedna wróciła do nas po pomoc, a w tym czasie ktoś próbując ją ominąć też się zakopał! Ochichrałyśmy się przy tych walkach ze śniegiem i z autami jak wariatki:) A co się działo w piątek? Były pyszne pierogi, Jasia śpiewała nam PRZEPIĘKNE łemkowskie piosenki ( w razie gdybyś Jasiu organizowała jakieś warsztaty to ja się zapisuję - ale tylko jako słuchaczka...nie chcę, żeby ludziom z mojego śpiewania wytworzyła się wada słuchu;) Z piosenek Jasi nie wiedzieć czemu najbardziej mi utkwiła Haneczka i wanieneczka. Ola i Adam mieszkają w przepięknym miejscu. Najśmieszniejsze jest to, że jak jakiś czas temu razem z M. pojechałyśmy rowerami nad jeziorka to mijałyśmy ich dom, i ja nawet przypominam siebie znak PIEROGI! Wiecie co jest dziwne, jadąc rowerem to cała ta droga wydawała mi się dużo bardziej góra-dół! Góra-dół...A droga przepiękna. Do Oli jedzie się i jedzie i jedzie przez lasy, góry, lasy i dalej lasy. Oczywiście nocą wyglądała ta droga jakoś tak...łagodniej. A w sobotę jak wracałyśmy to już trochę straszniej! Zdjęcia które widzicie poniżej są z bloga prowadzonego przez Olę i Adama. Oczywiście zgodę na zamieszczenie uzyskałam.
Następne spotkanie zaplanowałyśmy na 19 kwietnia u mnie. Mam nadzieję, że tym razem uda nam się zebrać wszystkie dziewczyny!
http://www.adamzlupkowa.pl/
Zawsze chciałam zobaczyć takie przebiśniegi na żywo. Jak ktoś będzie miał cynk gdzie można takie znaleźć to dajcie znać!
Weekendy dalej spędzam u jednej z moich ulubionych szefowych czyli u Sabiny w Karlikowie. I jest bardzo fajnie. D. złości się tylko jak ją ludzie wkurzą - poza tym jest przemiła, wszystkie Panie z kuchni są kochane, Pan J. mówi do mnie per perełko co uwielbiam. Jest też Kuba...no, ale na tej stronie nie narzekamy, więc temat mobbingu zostawię sobie na kiedy indziej. Ostatnio jacyś bardzo sprytni i baaaaardzo inteligentni porywacze porwali mu pewną dziwną łyżeczkę. To chyba była kara za ten nasz ( mój i D. ) mobbing w pracy:)
Nie widziałam Kuby jak zjeżdża na desce, ale zgaduję, że jego ruchy muszą podczas zjazdu wyglądać jakoś tak:
Z pozostałych wydarzeń...wcisnęłam wreszcie start. Więcej informacji tutaj.







