środa, 5 czerwca 2013

Happy ( hopefully) Horseshoe.

 Basia znów pożyczyła mi swój aparat!


   Razem z Sabiną i jej Mamą poszłyśmy kiedyś do skansenu na targ staroci. No i wypatrzyłam tę oto piękność. Sabina  ją zabrała i rzuciła: podkowę w trawę i komendę IDŹ SZUKAJ bo ponoć tylko znaleziona przynosi szczęście.


Moje centrum rozmnażania:) Roślinek rzecz jasna.


Moja najśliczniejsza Alutka. Chyba ( TFU TFU) jej tu dobrze.


   Mój ogródek. Właśnie przechodzą przez niego całe legiony ślimaków, które z pasją godną Kuby Rozpruwacza morduję co wieczór. Wróg nie śpi...pewnie teraz żre moją sałatę.


Mój 30 milowy sad z listkami na drzewkach:


Jaśmin pachnie na pół wsi. No i oczywiście u mnie w domu:



Kwiatki, których nazwę spontanicznie zapominam, a potem w dziwnych momentach sobie przypominam...nie, teraz to nie ten moment:)


Widok z schodów. Czy to już lato?


Jeśli to prawda, to ja też jestem stuprocentową kobietą..."nie mów mi lewo prawo tylko wskazuj ręką bo za długo mi schodzi obczajenie które to lewo, a które prawo:)"