W końcu doczekałam się na magiczne słowa z firmy remontowo-budowlanej: "W poniedziałek zaczynamy!"
Czuję, że Tata maczał w tym palce - dziś mija dwa miesiące. Czyli ruszamy... jednocześnie mnie to cieszy i trochę przeraża.
Mam wrażenie, że od dwóch miesięcy mój umysł myśli tylko w dwóch trybach: Tata i remont. Remont i Tata. I tak w kółko.
We wrześniu zostałam właścicielką kilku bardzo pożytecznych sprzętów kuchennych (oczywiście dzięki Tacie). Zapakowane do skrzyni w takim stanie w jakim je znaleźliśmy (czyli nieciekawym) zostały chwilowo eksmitowane na balkon. W poniedziałek postanowiłam popracować nad ich powrotem do życia.
Wydarłam je balkonu ...
...umyłam...
...wysuszyłam...
...nacieszyłam się nimi...
...i schowałam z powrotem do skrzyni.
Jednocześnie odkrywam nowe funkcje w moim aparacie. Najbardziej podoba mi się ta magiczna, która sama robi gwiazdki (dwa ostatnie zdjęcia)!
Trochę z innej beczki. U mnie jest tyle śniegu, że jak ostatnio wpadłam w zaspę to myślałam, że bez telefonu do GOPR-u się nie obejdzie:) Kocham zimę!