To miał być bardzo wesoły post. Miał się zaczynać od: No i oficjalnie zostałam starą panną z kotem... Miałam się pośmiać z tego, jak mało kreatywna jestem, i że imię wymyśliłam na poczekaniu, bo poznałyśmy się pod wiśnią. Śmiesznie było jak obrywałam trawę dookoła drzew i krzaków, a Wiśnia co chwilę wskakiwała mi albo na plecy, albo do kosza. Najbardziej lubiła moje kolana. Jak tylko siadałam to już była wspinaczka na spódnicę.
Starą panną z kotem byłam całe 6 dni. Wiśnia z konieczności musiała być szybko zabrana
od mamy i chyba dlatego była taka słaba, a do tego miała jakąś wadę
wrodzoną...nie słuchałam dokładnie weterynarza, bo byłam zbyt zajęta
ryczeniem, więc nie wiem dokładnie co to było. Ale przez te 6 dni to
była przekochana. I fajnie było gadać do kota, a nie do ściany.
Nie mam teraz Internetu, a w domu jestem rzadko, więc nadganiając kilka zdjęć na pamiątkę z pozostałych dni lipca.
Dwa tygodnie temu była msza za Babcię i Dziadzia i z tej okazji do Wydrnej zjechali się goście. Hamakohuśtawka oczywiście zrobiła furorę, i każdy chciał się pobujać. A ta dziewuszka z nogami do szyi to Karolka, przyszła zdobywczyni medali ( z tego co wiem, to medale już są, i to całkiem poważne - gratulujemy:*). Sami domyślcie się w jakiej kategorii:)
Jednej niedzieli w końcu udało mi się pojechać do skansenu pooglądać stare sprzęty, zdjęcia, bibeloty etc. I jedno jest pewne - na następnym wydaniu Graciarni Galicyjskiej na pewno też będę.
P.S. A wybrałam sobie jedną rzecz, formę do pieczenia babek, za którą Państwo Z. nie pozwolili mi zapłacić - więc DZIĘKUJĘ za prezent! No i babkę na Wielkanoc macie zapewnioną:)
A u mnie w domu Pan kończy cyklinować! I choć poszła na to moja cała pensja, to się opłacało. Zdjęcia już wkrótce - proszę przyjmować witaminy i minerały, bo inaczej padniecie z zazdrości! Warto było sto razy zmienić zdanie - cyklinujemy, malujemy, panele, malujemy, cyklinujemy, panele, cyklinujemy...
P.S. Myślicie, że koty też idą do nieba? Bo jeśli tak, to chyba wiem, kto zaopiekuje się Wisienką!