Pamiętacie moją noworoczyną listę marzeń do spełnienia? Wizyty w Ikea tam wprawdzie nie było, ale chyba tylko przez pomyłkę:) Wczoraj, w sobotę, prawie całkiem spontanicznie postanowiłyśmy z dziewczynami pojechać na wycieczkę do tego cudownego przybytku . Ja oczywiście już od Tarnowa gryzłam paznokcie ze strachu przed jazdą po Krakowie, ale koniec końców stwierdziłam, że mam obce rejestracje to mi wybaczą jak będę jechać 20 km/h:) Trafiłyśmy bez problemów, i wróciłyśmy też bez problemów! Było super. Jak wychodziłyśmy ze sklepu to wprawdzie wszystkie już tylko jęczałyśmy: bolą mnie stopy, a mnie łydki, a mnie pieką oczy, a ja jestem padnięta, ale zgodnie stwierdziłyśmy, że pomysł odwiedzenia Ikea był SUPER:) Kupiłam sobie stolik na kawę, stół ( nie wsadzisz tego do auta!!! wsadzę!!! nie! tak!), stojak na wieszaki, regał ( reakcja jak przy stole:) i mnóstwo niezbędnych rzeczy. Wprawdzie widniało zagrożenie, że będę wracać z kolanami pod brodą, ale moje magiczne umiejętności pakunkowe zdziałały cuda i wszystko się zmieściło ( moje nogi bez problemu też). Tylko Czesławowi coś się pomieszało w drodze powrotnej i strasznie mu wskazówka prędkości szalała. W ciągu 5 sekund jechałam 100, zaraz potem 0, a zaraz znowu 140 km/h. Basia powiedziała, że to ze stresu mu się tak porobiło, za to, że mu po Krakowie kazałam jeździć.
Czy wy też w te kilka ostatnich dni czuliście się tak , jakby to była jesień? Takie lato mogło by być zawsze! A dla wszystkich, którzy tak jak ja nie mogą się doczekać zimy, piosenka.
Na koniec jeszcze dwie piosenki Blue October. Już prawie o nich zapomniałam, a szkoda by było!